:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?

Stan wojenny - osobiste wspomnienia

Historia, wojenny osobiste wspomnienia - zdjęcie, fotografia
Internetowy Rembertów 12/12/2015 17:51

13 grudnia 1981 r. komuniści pod przewodnictwem Wojciecha Jaruzelskiego podjęli próbę zatrzymania polskiego społeczeństwa w drodze do niepodległości. Wyprowadzono na ulice wojsko, milicję, rozpoczęto masowe aresztowania. Stan wojenny mimo formalnego zniesienia w 1983 r. trwał naprawdę do jesieni 1989 r. Śmierć z rąk milicji, zomo i służby bezpieczeństwa poniosły 93 osoby.    Tysiące osób przeszło przez więzienia, obozy internowanych i areszty. Gospodarka została doprowadzona do ruiny. 25 lat po tej zbrodni Wojciech Jaruzelski głosił publicznie, że stan wojenny był ratunkiem. Cyt. ,Jestem dumny z tego, że dzięki stanowi Wojennemu wszystkim nam i Polakom i Białorusinom i Ukraińcom i Rosjanom udało się uniknąć większego nieszczęścia”. Postać Jaruzelskiego jest hańbą w najnowszych dziejach Polski. Jest przykładem płatnej służby na rzecz Rosji i zdrady narodowej.   25 rocznica wprowadzenia stanu wojennego to nadal żywa rana. To pamięć o górnikach z „Wujka”, ks. Popiełuszce, Grzegorzu Przemyku, Piotrze Bartoszcze, Bogdanie Włosiku i wielu innych, którzy zginęli za Polskę. Za niepodległą Polskę.   25 lat temu byłem 12 letnim dzieckiem. Dzięki tzw. Wojskowej Radzie Ocalenia Narodowego stałem się W jednej chwili dorosłym. Tak zapamiętałem tamte wydarzenia. W poniedziałek 14 grudnia 1981 r. mój ojciec robotnik Zakładu Narzędziowego w ZM Ursus wyszedł z domu do pracy na poranną zmianę. Do szkoły nie poszedłem, gdyż zajęcia zostały zawieszone. Nie pamiętam jak dotarła do nas wiadomość, że fabryka strajkuje. Pojechałem autobusem numer 194, żeby zobaczyć bramę główną do zakładów mechanicznych Ursus. W różnych miejscach na placyku przed portiernią stały wozy milicyjne i rozstawione były patrole. Nie wyglądało to na jakąś koncentrację przed mającym nastąpić uderzeniem a raczej na blokadę. Ojciec powinien wyjść bramą główną tuż po 14. Czasem czekałem na niego szczególnie w wakacyjne dni dlatego wiedziałem ile mniej więcej czasu zajmowało mu przejście z zakładu narzędziowego do portierni. Minęło pół godziny i nie wyszedł. Ludzie opuszczali pojedynczo teren fabryki. Postanowiłem wrócić na osiedle.    Była godzina między 15 a 16. W domu mama powiedziała, że idzie do Jadwigi Karpezo, żony aresztowanego w nocy 13 grudnia jednego z działaczy zakładowej „Solidarności”. Ja też koniecznie chciałem pójść. Pani Jadwiga była chyba pierwszą osobą w Ursusie poza strajkującymi w fabryce, która postanowiła czynnie zaprotestować przeciwko juncie Jaruzelskiego. Na dużych płachtach pakowego szarego papieru malowała zwykłymi farbami plakatowymi „Uwolnić więźniów!”.    Plakaty były porozkładane na stole, krzesłach, na podłodze. Około 18 wieczorem zdecydowała, że pójdzie sama je rozlepić gdzieś na ulicy. Natychmiast znalazła wspólniczkę w mojej matce. W ten sposób miałem okazję uczestniczyć w pierwszej „akcji” ursusowskiej opozycji przeciwko komunistycznej władzy. Kobiety kleiły te płachty na przystankach MZK, a nawet na jadącym już autobusie linii 191. Pani Jadwiga - absolwentka AWF wykazywała się doskonałą kondycją. Podbiegała do ruszającego autobusu i szybko kleiła plakat w nadziei, że będzie widoczny na kolejnych przystankach przez ludzi.    W okolicach dworca kolejowego spotkaliśmy Mirosława B. z jego znajomą. Należeli do stałych uczestników wycieczek organizowanych przez ojca W ramach NSZZ ,,S”. Gdy zobaczyli nasze plakaty widać było jak się bali. Mama demonstracyjnie powiedziała, że idziemy dalej kleić a oni szybko odwrócili się na pięcie i czym prędzej oddalili się od naszej trójki. Bez problemu wróciliśmy do domu. Należało wrócić przed godz. 22 ponieważ obowiązywała tzw. godzina milicyjna.    Ojciec do domu na noc nie wrócił. Dopiero następnego dnia przyszedł normalnie jak gdyby nic po 14 czyli po pierwszej zmianie. Opowiedział jak wyglądał strajk. W fabryce i nocna interwencja ZOMO i Służby Bezpieczeństwa.    14 grudnia na wezwanie ,,Solidarności” została tylko część załogi zdecydowana na strajk. Z ojcem w zakładzie narzędziowni zostali między innymi przewodniczący Henryk Brodniewicz i Michał Orzeł. Późnym wieczorem nastąpiła pełna koncentracja sił ZOMO. Uderzenie było około północy. W momencie ataku ojciec z Michałem schronili się W pomieszczeniu, W którym znajdowały się urządzenia o nazwie elektro-drążarki. Ojciec szybko zamknął drzwi, zgasił światło i obaj stanęli z zapartym tchem. Słychać było tupot milicyjnych butów, jakieś krzyki.   Nagle szarpnięcie za drzwi... jedno ... drugie. Ojciec mówił, że plecy miał zlane potem. Jeszcze jedna próba szarpania za klamkę, jakieś niewyraźne pół zdania i cisza. Tak przeczekali do rana nie mając pojęcia co się działo na fabrycznej hali. A W środku, jak wynika z relacji tych, którzy zostali napadnięci przez uzbrojonych w pały milicjantów nastąpiła selekcja. SB-cy kazali odizolować od grupy robotników tych, których natychmiast aresztowano. Reszcie kazano iść do domu.   ZOMO-wcy byli zziębnięci i głodni. Gdy dostali się do zakładowej stołówki pili i jedli wszystko cokolwiek wpadło im w ręce. Rano ruszyła „normalnie” pierwsza zmiana. Po 14 ojciec wrócił do domu i raczej w ponurym nastroju spędziliśmy resztę dnia.    Ciszę nocną nagle przerwało natarczywe dzwonienie do drzwi i łomot. Usłyszałem coś w rodzaju: otwierać milicja! Była mniej więcej godzina 2 po północy. Nie pamiętam, co powiedzieli po wejściu. Jeden z mundurowych zaczął chodzić po mieszkaniu zapalając światło. Wszedł do pokoju, w którym spałem, spojrzał na mnie i zgasił światło. Ojcu kazali natychmiast się ubierać. Leżałem w łóżku i czułem bicie serca. Wyszli zabierając ojca. Po chwili weszła do mojego pokoju matka. Oboje wybuchnęliśmy płaczem. Przy nocnej lampce doczekaliśmy grudniowego świtu.    Rano wyszedłem do sklepu spożywczego po chleb. Przed sklepem na rogu ulic Keniga i Warszawskiej ustawił się mały „ogonek” około 10-15 osób. Czekaliśmy na dostawę. Kolejka drgnęła i jakiś człowiek z uśmiechem powiedział, że: „wojskowi zadbali dziś nie tylko o chleb ale i o coś do chleba”. Potem okazało się, że jedynym produktem oprócz chleba była dostarczona do sprzedaży również margaryna ,,Palma”.    Tego samego dnia pamiętam jak w Dzienniku Telewizyjnym podano komunikat o tragedii na Śląsku. Milicja dokonała pacyfíkacji kopalni w Katowicach i padli zabici. W budynku naszej szkoły podstawowej nr 11 zaczęto organizować koszary dla Wojska. W kilku miejscach stały czołgi. Na boisku szkolnym widać było od czasu do czasu przegrupowywanie się wozów bojowych. Wiadomości z Warszawy były skąpe, prawie żadne. Po jakimś czasie dowiedzieliśmy się o pacyfikacji siedziby NSZZ ,,So1idamość” Region Mazowsze mieszczącej się przy ul. Mokotowskiej. Przed atakiem na siedzibę regionu udało się podobno wynieść tylnym wyjściem materiały, ulotki, maszyny do pisania, później wykorzystane do pracy konspiracyjnej. My o tym Wszystkim nie mieliśmy pojęcia. Wiedzieliśmy tylko o masowych aresztowaniach i te informacje rozchodziły się szybko. Nikt nie wiedział jeszcze gdzie wywieziono aresztowanych, jakie postawiono im zarzuty i w ogóle co im grozi. Na tle wydarzeń ze Śląska woleliśmy o tym nie myśleć. To była otwarta wojna z „Solidamością” i spodziewać się można było najgorszego.  
Dosyć prędko można było dostrzec powolną samoorganizację społeczeństwa. Kilka dni po aresztowaniu ojca odwiedzili nas jego koledzy z fabryki i zadeklarowali matce chęć wszelkiej w miarę możliwości pomocy. Znalazły się jakieś paczki z jedzeniem i zapewnienia, nie będziemy sami. Jednym z pierwszych kolegów ojca, który przyszedł do nas do domu był p. Jan Sadowski, który później działał w strukturach ursusowskiego podziemia pełniąc m.in. funkcję kolportera niezależnych Wydawnictw.   Pomoc organizował błyskawicznie Kościół. Moja ciotka Urszula Kamecka opowiadała potem jak przed świętami Bożego Narodzenia zjawił się w Ujrzanowie koło Siedlec rodzinnej wsi ojca ksiądz. Wywołało to zdziwienie, gdyż na kolędę było raczej za wcześnie. Ksiądz przyniósł rodzinie informację, że syn Waldemar został uwięziony. To było bardzo ważne, gdyż należy pamiętać o braku łączności telefonicznej, braku możliwości swobodnego przemieszczania się i kontroli korespondencji.    Przed świętami wiadomo wreszcie było kto oprócz ojca został aresztowany z działaczy ursusowskiej „S”. Byli to członkowie Komisji Fabrycznej i osoby z czołówki związku. Należeli do nich m.in. pp. Barski, Czerwiński, Kaniewski, Kaszuba, Korzeb. Przewodniczący ursusowskiej „S” uniknął aresztowania podobnie jak lider mazowieckiej ,,S”. Obaj ukrywali się przed SB.    Powoli wszyscy przywykli do widoku czołgów, wozów opancerzonych, żołnierzy w walonkach z karabinami na plecach. Nadszedł smutny okres przygotowań do świąt. W ramach protestu przeciwko zarządzeniem WRON-u o godzinie milicyjnej, mama postanowiła złamać ten przepis poprzez udanie się na tradycyjną Pasterkę do kościoła św. Józefa. Wyprosiłem, żeby zabrała mnie ze sobą.    Na wigilijną kolację przyszła do nas pani Karpezo z synami. Przyniosła w bańce na mleko zupę grzybową i wiadomości, że ojciec najprawdopodobniej jest zamknięty W więzieniu przy ul. Ciupagi na warszawskiej Białołęce. Z braku jakiejkolwiek informacji o losie ojca i ta była iskierką w czarnym tunelu. W kościele o północy był tłum ludzi. Proboszcz ks. prałat Kazimierz Szklarczyk odprawiał mszę. Po pierwszej w nocy grupkami ruszyliśmy w stronę osiedla.    Mama zaraz po świętach za radą znajomych udała się do prokuratury przy ul. Opaczewskiej. Tam dowiedziała się, że ojciec jest przestępcą i siedzi w areszcie śledczym przy ul. Rakowieckiej. Nie obyło się bez wulgaryzmu i zdania: już dawno powinno się takich jak on wywieść na białe niedźwiedzie!    Pani Karpezo uzyskała potwierdzenie, że mąż jest przetrzymywany w więzieniu na Białołęce i jest internowany. Zaraz po świętach ktoś z mojej szkoły przyniósł zaproszenie po odbiór paczki ze słodyczami nadesłanej dla polskich dzieci od dzieci ze Związku Radzieckiego. Oczywiście nigdzie nie poszedłem.    Mamy często nie było w domu, gdyż szukała wszelkich możliwych kontaktów z ludźmi, którzy mogli coś doradzić jak wydostać ojca z więzienia. Z późniejszych relacji dowiedziałem się, że po aresztowaniu w nocy z 15 na 16 grudnia wszystkich działaczy „S” z Ursusa przewieziono do tymczasowego aresztu przy ul. Opaczewskiej. Warunki w celi były fatalne, gdyż przebywała w nich znacznie większa ilość aresztantów niż pozwalały na to przepisy. Po przesłuchaniu zatrzymanym odbierano rzeczy osobiste z informacja, że w związku ze złamaniem przepisów stanu wojennego będzie zastosowana wobec nich sankcja prokuratorska. Na drugi dzień ojciec został konwojowany do słynnego więzienia na warszawskim Mokotowie przy ul. Rakowieckiej. Pamiętam opowieść o więziennej wigilii, o łamaniu się chlebem i innych sprawach, o których istnieniu nie miałem pojęcia. Nikt z najbliższej rodziny nie był na bakier z prawem, a o więzieniu wiedziałem z filmów i książek.   W pierwszym okresie stanu wojennego najbardziej popularnym zajęciem stało się słuchanie wieczornych audycji radiowych z wolego świata. Władza w tym okresie dokładała wszelkich możliwych starań, żeby odbiór audycji BBC, Wolnej Europy czy Głosu Ameryki był jak najgorszy. Zagłuszanki działały bardzo sprawnie. Najlepsza słyszalność była gdzieś dopiero koło północy.    Od lutego zacząłem chodzić znowu do szkoły. Sala gimnastyczna była całkowicie zniszczona przez wojskowe buty i potem pospiesznie grubo pomalowana zieloną farbą. Od wczesnej wiosny zaczęła się organizować podziemna ,,S”. U nas w Ursusie też. Prym wiodła rodzina Bujaków.   Brat ukrywającego się przewodniczącego regionu Mazowsze Zbigniewa Bujaka - Bogdan Bujak należał do bardziej czynnych działaczy „S” w Ursusie przed 13 grudnia l98l r. Potem jego mieszkanie przy ul. Mizerkiewicza stało się swego rodzaju skrzynką informacyjno-kontaktową dla tajnych struktur.    Do pionierów podziemnej „S” należały m.in. rodziny Jarkiewiczów (p. Barbara Jarkiewicz nauczycielka w ursusowskim LO. im. Kruczkowskiego), Góreckich, Białachów, Gołaszewskich, Lipińskich. i wielu innych. Oprócz ,,Wolego Głosu Ursusa” zaczął się ukazywać „Sektor” pismo podziemnych struktur z Grodziska Mazowieckiego i Pruszkowa. Jakość tych pierwszych numerów tak zwanej „bibuły” była bardzo niedoskonała. Format A4, papier marnej jakości, druk często trudny do przeczytania. Jednak każde pojawienie się kolejnych tytułów pisemek a wkrótce broszurek, książek i wszelkiej maści kartek, znaczków, plakatów itd. napawał coraz większym optymizmem. W obiegu krążyło mnóstwo wierszy, rymowanek, piosenek i przeróżnej twórczości o zróżnicowanym poziomie.   W większości była to satyra obnażająca dokonania reżimu, piętnująca konfidentów i donosicieli. Zapamiętałem taką zwrotkę śpiewaną na popularną melodię ludową: ,,Z tamtej strony Wisły kąpała się WRON-a ani robotnicza ani zjednoczona! Choć przemalowana, choć biało-czerwona, sierp ma zamiast głowy, młot zamiast ogona! ,,Krótkie rymowanki układane przez robotników Ursusa były bardziej dosadne: ,,Każda świnia, każda owca może nasrać na ORMO-wca” i WRON-a skona stały się tak popularne, że na drzwiach toalet w fabryce nie było już miejsca, żeby wyrazić swoje uczucia do socjalizmu.    Władza w osobach brygadzistów, kierowników i innych odpowiedzialnych za wydajność pracy, postanowiła zrobić porządek i przywrócić spokój społeczny. Drzwi od kabin w ubikacjach zostały obcięte piłą do drzewa do połowy wysokości, tak aby była możliwość obserwacji osoby załatwiającej potrzeby fizjologiczne. Odpowiedź była szybka. Piosenka traktująca o stosunkach panujących w fabryce wykonywana na przyjęciach imieninowych i spotkaniach towarzyskich mówi sama za siebie (cyt. za oryginałem na melodię okupacyjnej piosenki „Kto handluje ten żyje...”) Choć wojna ta trwa poczucie się ma  Że musi się wreszcie zakończyć Generał już wie, że wszystko się rwie Nie umie, z tym jednak walczyć   A ja ja jaj kto donosi ten żyje Jak dorwę takiego szubrawcę wstrętnego To tępy mu łeb rozbiję! A jaja jaj Bujak, Janas się kryją Szubrawcy judasze i szuje gliniarze Dochodzą do głosu i biją!   Pani Jadwiga Karpezo opowiedziała gronu znajomych o przebiegu widzenia z mężem w więzieniu na warszawskiej Białołęce. Więzienie w grudniu 1981 r. zostało specjalnie przeznaczone dla działaczy mazowieckiej ,,Solidarności”. Część związkowców z Ursusa też znalazła się za kratami więzienia przy ulicy Ciupagi. Krążyła taka rymowanka: ,,Tylko chwila nieuwagi i już jedziesz na Ciupagi! ,,.    Władze więzienia popełniły pewnie błąd, gdyż pozwoliły na skupienie na dużej sali po jednej strome internowanych a po drugiej rodziny, którym zezwolono na widzenie. Z Ursusa byli to m.in. Stanisław Karpezo, Krzysztof Gołaszewski, Eugeniusz Korzeb, Czesław Latusek. Internowani skandowali: „Orła WRON-a nie pokonał” „Zima wasza wiosna nasza”. I wiosna po mroźnej zimie powoli zaczęła się zbliżać.   Jerzy Woźniak

 

Stan wojenny - osobiste wspomnienia komentarze opinie

Dodajesz jako: |


Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez irembertow.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

MPG MEDIA SP z o o z siedzibą w Warszawa 02-761, Cypryjska 2G

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"